Z wizytą na 24 balu noworocznym

Małanki dorastały razem z uczestnikami   

Dlaczego prawosławni witają Nowy Rok 13 dni później? Czym jest małanka? I jak można się bawić przy dźwiękach ukraińskiej muzyki? Odpowiedzi szukaliśmy u źródeł, korzystając z zaproszenia na bal noworoczny organizowany przez Bractwo Prawosławne św. Atanazego Brzeskiego. ”W sadu hulała, cwitoczki rwała koho lubyła, pryczarowała. Pryczarowała serce i duszu teper ja joho lubyty muszu”. Przy dźwiękach akordeonu słowa piosenki z okolic Międzylesia i Matiaszówki śpiewa cała sala. Dla tych, którzy nie znają słów, organizatorzy przygotowali ściągi na wydrukach. 160 osób śpiewających całym gardłem piosenki w języku ukraińskim sprawia, że właśnie tu, na małance, czuje się atmosferę niezwykłą. Atmosferę kultury, która ukradkiem zdaje się odchodzić w niepamięć, a którą wielu stara się ocalić od zapomnienia. Skąd to spóźnienie? Czym jest małanka? Najogólniej mówiąc, to bal noworoczny, tyle że obchodzony 13 dni później niż sylwester. – Od 45 roku p.n.e. obowiązywał rozpowszechniony w znacznej części świata kalendarz juliański, wprowadzony w życie przez wybitnego starożytnego wodza i polityka Juliusza Cezara. W 1582 roku papież Grzegorz XIII, przeprowadzając reformy w Kościele zachodnim, zreformował także obowiązujący kalendarz, w wyniku czego nastąpiło przesunięcie dat – wyjaśnia Mirosław Korowaj z Bractwa Prawosławnego św. Atanazego Brzeskiego, inicjator i organizator balu w bialskiej Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej. – Kalendarz juliański w stosunku do obecnie używanego kalendarza gregoriańskiego, nazwanego tak od imienia reformatora, różni się o 13 dni. Np. 14 stycznia według kalendarza gregoriańskiego to dopiero pierwszy dzień nowego roku w kalendarzu juliańskim. Świat zachodni od 1582 roku, czyli od 427 lat, używa kalendarza gregoriańskiego, a tzw. świat wschodni od 2055 lat kontynuuje kalendarz juliański. Dlatego nowy rok obchodzi się u nas 13 dni później – informuje nasz rozmówca. A skąd nazwa noworocznej imprezy? – 31 grudnia w kalendarzach wymieniane są imiona św. Sylwestra i św. Melanii. W kręgu wpływów Kościoła zachodniego popularniejsze jest imię Sylwester, dlatego tego dnia obchodzi się popularnego sylwestra. U nas, w kręgu Kościoła wschodniego, popularniejszym imieniem jest Melania. Dlatego zabawę w ostatnim dniu roku nazywa się małanką – mówi Korowaj. Tu czuć klimat dawnych lat… W balu biorą udział nie tylko wyznawcy prawosławia. – Są tu nasi sympatycy i miłośnicy pewnego stylu, kultury, muzyki, naszych tradycyjnych piosenek, które śpiewały nasze babcie i dziadkowie. Ich otwartość na te walory świadczy o ich wielkości. Taka była Rzeczpospolita do XVII wieku – wielka, a zarazem różnorodna kulturowo i religijnie. Napawa nas optymizmem fakt, że ta już nieznaczna cząstka różnorodności tradycji na naszym terenie przetrwała m.in. właśnie dzięki małankom – mówi Korowaj. Zdaje się to potwierdzać Zbigniew Banach z Terespola: – Jestem katolikiem. Mimo to z różnych względów mam wielki szacunek do prawosławia. Na małance mamy szansę poczuć klimat dawnych lat. Zobaczyć elementy kultury, jaka niegdyś obecna była na Podlasiu na co dzień, a której dziś już prawie nie ma. Grana tu muzyka wpada w ucho. Wspaniale, że jest okazja, by wspólnie pośpiewać. Ja uwielbiam śpiewanie, choć głos mam żaden. Zgodnie z przysłowiem ”muzyka łagodzi obyczaje”, a nam na co dzień brakuje takiego śpiewania w grupie i tak po swojsku, tak jak tu. Zaczęło się od koła teologów…

Małanki organizowane na naszym terenie mają długoletnią tradycję. Zorganizowana w 1985 roku w zajeździe U Radziwiłła była pierwszą na terenie ówczesnej diecezji lubelsko-chełmskiej organizowaną przez Koło Teologów Prawosławnych. Organizacja ta powstała z inicjatywy obecnego biskupa wrocławsko-szczecińskiego Jeremiasza, który widząc działalność prawosławnych młodzieżowych organizacji w krajach zachodnich, postanowił założyć taką strukturę także w Polsce. – Organizacja skupiała młodzież nie tylko, jakby to sugerowała nazwa, ze szkół teologicznych. Oczywiście bardziej pasowałaby do tej organizacji nazwa bractwo, ale w czasach komunistycznych taka nazwa nie mogła funkcjonować ze względu na znaczenie historyczne (bractwa prawosławne silnie sprzeciwiały się wprowadzeniu unii brzeskiej). Dziś dawne koło funkcjonuje pod nazwą Bractwo Młodzieży Prawosławnej, zaś my – Bractwo Prawosławne św. Atanazego Brzeskiego błogosławieństwa abp. Abla – skupiamy osoby starsze i kontynuujemy niejako działalność BMP – wyjaśnia Mirosław Korowaj. Różne były jej oblicza Dawne Koło Teologów Prawosławnych prowadziło rozmaite działania. Organizowało m.in. obozy i pielgrzymki. Małankę wymyślił Korowaj, będący wtedy w seminarium w Jabłecznej. – W latach 1982-83 bale nie mogły być organizowane ze względu na wprowadzony wówczas stan wojenny. Ale w 1984 roku idea organizowania małanki dojrzewała, a w styczniu 1985 roku 186 osób bawiło się na noworocznym balu. Jak było? Wystarczy wspomnieć spontanicznie napisane w kronice słowa Władka Kościuczuka: ”Ach, cóż to był za bal” – wspomina Korowaj. Od 1985 roku małanka organizowana była co roku. Choć, jak podkreśla jej inicjator, różne były jej oblicza ze względu na finanse. – Gdy mieliśmy chude lata w ojczyźnie, to rezygnowaliśmy z restauracji U Radziwiłła, gdzie najczęściej odbywały się imprezy. Wtedy mieliśmy bale np. w sali urzędu wojewódzkiego czy w Kodniu. Przyszedł też czas na imprezę koszyczkową w Matiaszówce. Ze względów praktycznych bal robimy z soboty na niedzielę lub z piątku na sobotę, a nie dokładnie w dniu, kiedy rozpoczyna się nowy rok według kalendarza juliańskiego. Ma małankę prosto z Anglii – Na tutejszej małance jestem pewnie dwudziesty raz – zastanawia się Stefan Samoszuk z Włodawy. – Na co dzień pracuję w Anglii. Teraz jestem na urlopie, który wziąłem z racji świąt prawosławnych, no i oczywiście, tradycyjnie, musiałem przyjść także tutaj. Bywałem na sylwestrach, ale zdecydowanie bliższa jest mi małanka. Atmosfera jest nie do porównania. Poza tym polonizacja na tym terenie posunęła się do tego stopnia, że jesteśmy trochę jak Indianie w Ameryce. Młode pokolenie w zasadzie mowę ojców zapomniało, a tu można posłuchać piosenek, które śpiewali nasi dziadkowie. Tu można poczuć, jakie było Podlasie jeszcze 20, 30 czy nawet 50 lat temu – mówi Samoszuk. Muzyka z lat dziecinnych Na imprezie dominowała muzyka ukraińska, przeplatana muzyką polską, gdzieniegdzie białoruską, sporadycznie rosyjską. W tym roku zabawę urozmaiciła projekcja filmu nagranego w 1993 roku w Matiaszówce. – Wielu z nas mogło zobaczyć, jak wyglądaliśmy przed laty. Z samego siebie się uśmiałem – mówi Korowaj. Andrzej Juszczuk z Terespola jest na małance po raz ósmy. Przez cztery lata, pod nieobecność Mirosława Korowaja, to na jego barkach spoczywał ciężar organizacji balu. – Bardzo cieszy mnie fakt, że jest coraz większe grono sympatyków balu. Ale ważne w tej imprezie jest to, że spotykamy się z ludźmi, którzy uczestniczyli w balach przed laty, a którzy teraz porozjeżdżali się po całej Polsce, a nawet świecie. No i muzyka. Ja byłem na niej wychowany i uwielbiam ją. Szkoda tylko, że nie ma u nas zespołów grających taką muzykę i na dzisiejszą noc trzeba było ściągać zespół aż z Białegostoku – stwierdza Juszczuk. Goście z ikrą Pierwsze małanki pamięta doskonale obecna na balu Jadwiga Turuta. – Ponad dziesięć imprez odbyło się przy moim współudziale. Zapewniałam część gastronomiczną. Przez te wszystkie lata nic się nie zmieniło w tych zabawach. No może tylko tyle, że uczestnikom biorących w nich udział od początku przybyło lat. Małanki dorastały razem z nimi. Wiek nie ma tu jednak żadnego znaczenia. Bo mamy tu takich tancerzy, którzy nawet jednego tańca nie opuszczą. Oni mają swój styl, swoją muzykę, żywiołowość. Tyle w tych ludziach energii, żaru, siły. Widać w nich radość z życia i z tańca. I o to między innymi na tym balu przecież chodzi – mówi Turuta. Zbigniew Banach podkreśla, że imprezy nie trzeba mu było specjalnie reklamować. – Słyszałem o niej już dawno. W tym roku przyszedłem za namową córki, która jest tu dziś trzeci raz. Jestem pod wrażeniem, jak mogą się bawić ludzie z różnych stron powiatu. A gdy usłyszałem o tradycji małanek, zrobiło mi się żal, że nie byłem na nich obecny wcześniej – mówi Banach. www.slowopodlasia.pl