Kolędowanie w Zabłociu nad Bugiem

    Tradycyjnie już drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia grupa kolędników z Parafii Prawosławnej pw. Św. Mikołaja w Zabłociu z kolorową gwiazdą na ramieniu i dzwoneczkami w dłoniach ruszyła przez pola i lasy, przez nadbużańskie błota i mokradła, by słowami kolęd wyśpiewać dobrą nowinę o nowonarodzonym Jezusie Chrystusie. Przez cztery dni kolędnicy odwiedzili wszystkich parafian, którzy mieszkają w ośmiu wsiach przynależących do parafii: Zabłocie, Szostaki, Zalewsze, Wólka Zabłocka, Leniuszki, Rozbitówka, Krzywowólka, Zańków. Wiele domostw jest jednak położonych z dala od głównych dróg i wsi, gdzieś pomiędzy nadbużańskimi łąkami i mokradłami. I tam również trzeba było dotrzeć z wesołym śpiewem i gorącymi życzeniami szczęścia i zdrowia „na ten Nowy Rok”.     Ponieważ w tym roku pogoda płatała nam figle i po siarczystym mrozie w bożonarodzeniową noc przyszła gwałtowna odwilż z deszczem i szalejącym wiatrem, który zrywał czapki z głów, a naszą gwiazdę pozbawił części pomponów, tradycyjne sanie musiały pozostać w stodołach, a my musieliśmy przesiąść się na mechanicznego konika. Ten bez trudu pokonał błota i grząskie łąki i dowiózł kolędników do maleńkiej chatynki ukrytej wśród lasów, w której ze łzami w oczach czekała starowinka. Jej radość i wzruszenie było tym większe, gdyż wśród kolędników dostrzegła rumiane od wiatru małe dziecko, które z dzwonkiem w ręku dziarsko śpiewało: „Oj pijdemo bratia siostry Ot chaty do chaty; Szczyrym sercem dobrym ludiam zakoladowaty”     Zabłoccy kolędnicy idą tak „od chaty do chaty” ze swoim proboszczem – ks. Tomaszem Wołosikiem – już siódmy rok. Dzięki ich szczerym sercom i dobrym ludziom, którzy z wytęsknieniem i niecierpliwością co roku przyjmują kolędników, każdego roku za zgromadzone pieniądze udaje się zakupić do cerkwi nowy dar. Bożonarodzeniowe kolędowanie przyczynia się jednak przede wszystkim do podtrzymania i kultywowania pięknej tradycji, pozwala ludziom dłużej odczuwać świąteczną atmosferę i integruje parafian. Bowiem wszyscy zarówno starsi, jak i młodsi ( najmłodszy kolędnik miał trzy latka), zawsze ochoczo włączają się do kolędowania i nie przeszkadzają im ani przemoczone buty, ani skostniałe z zimna dłonie.