Rozmowa z Grzegorzem Mołasem

Doktor Grzegorz Mołas- wierny parafii Przemienienia Pańskiego w Lublinie, prawosławnym jest od ponad roku. W rozmowie opowiada, co skłoniło go do zmiany konfesji i czym dla niego jest Cerkiew. Anna Jawdosiuk: Jak rozpoczęła się Pana droga ku prawosławiu? Czy pojawił się przewodnik, osoba, która pokierowała Pana poszukiwaniami? Grzegorz Mołas: Trzeba zacząć od tego, że był to długi proces, który trwał około 8 lat, zanim zdecydowałem się na zmianę wyznania. Rozpoczął się  przede wszystkim wraz z nasilającym się poczuciem kryzysu Kościoła rzymskokatolickiego, którego byłem wiernym do 2008 roku (przynajmniej oficjalnie). Od momentu upadku socjalizmu i zmian demokratycznych w Polsce zauważyłem w Kościele rzymskokatolickim niekorzystne zmiany, które głęboko odczuwałem i, które mnie niepokoiły.  Udział Kościoła w sprawowaniu władzy, kryzys w warstwie eklezjalnej i ludzkiej, bezpośrednia ingerencja w  każdą dziedzinę życia, kult papieży, odejście od tradycyjnego nauczania na rzecz różnorakich współczesnych objawień, w końcu przepaść pomiędzy oficjalnym nauczaniem (chociażby Katechizmem Kościoła rzymskokatolickiego), a rzeczywistością, to mnie głęboko poruszało i strasznie to przeżywałem. Widziałem jak mój Kościół, w którym narodziłem się jako chrześcijanin, stacza się po równi pochyłej. Ale początkowo nie myślałem wcale o odejściu od tego,  w czym się wychowałem i z czym moja rodzina i ja byłem mocno związany. Mimo wszystko nie znajdowałem dla siebie miejsca we wspólnocie rzymskokatolickiej, zacząłem się od niej oddalać i to bardzo. Kiedy nastąpił przełom? Przeczytałem pracę naukową mojego wuja- profesora UJ, który badał wspólnoty chrześcijan orientalnych w Turcji, Syrii, Egipcie, Iraku. Byłem zszokowany, zaskoczony tym, że może być tak inne chrześcijaństwo niż to, które prezentuje Kościół rzymskokatolicki. Tym bardziej, że jest to chrześcijaństwo bardzo zbliżone do tego z czasów Chrystusa i apostołów (na przykład Liturgia Kościoła syryjsko-ortodoksyjnego sprawowana jest do dziś dnia w języku Jezusa, tj. aramejskim, zaś jego zwierzchnik uważa się za 122- kolejnego następcę świętego Piotra,  jak biskup Antiochii). Dlatego też, że przetrwało w skrajnie niekorzystnych warunkach, również dziś jest prześladowane przez muzułmanów w Iraku, czy w Egipcie i Turcji. To był przełom roku 1999 i 2000. I to był przełom w mojej świadomości i myśleniu na temat czym jest chrześcijaństwo. Zacząłem głębiej interesować się Kościołami orientalnymi i ich teologią. Tą drogą dotarłem do prawosławia, które jest duchowo najbliższe tym Kościołom i w naszych polskich realiach dostępne dla mnie. Co było drogowskazem w Pana poszukiwaniach? Pierwszą książką, która skierowała mnie ku prawosławiu  była pozycja pod redakcją Krzysztofa i Jadwigi Leśniewskich „Prawosławie Światło wiary i zdrój doświadczenia”. W sumie w krótkim czasie przeczytałem ponad 20 różnych pozycji  z zakresu teologii, liturgii oraz ikonografii.  Im więcej interesowałem się prawosławiem, tym mniej przystawałem do Kościoła rzymskokatolickiego. Drugim ważnym dla mnie momentem było spotkanie w Chatce Żaka  w Lublinie z o. Leoncjuszem Tofilukiem, gdzie zaprezentował swoją prelekcję na temat ikony właśnie.  Muszę tu opowiedzieć o tym, że wcześniej zamówiłem ikonę w Policealnym Studium Ikonograficznym w Bielsku Podlaskim dla mojego pierworodnego syna. Wcześniej skontaktowałem się ze szkołą, zapytałem czy jest taka możliwość, żeby napisano mi ikonę św. Błażeja. Bardzo lakonicznie odpowiedziano mi, że tak. Wysłałem znaleziony w internecie wizerunek mało znanego świętego i bardzo długo nie miałem żadnej odpowiedzi. Na spotkaniu z o. Leoncjuszem podszedłem i zapytałem o moją ikonę. Odpowiedział, że od dawna na mnie czeka i że mogę ją odebrać osobiście. Wybrałem się do Bielska i to było moje pierwsze namacalne spotkanie z prawosławiem, dzięki ikonie. Gdy jechałem na Podlasie myślowo byłem już poza Kościołem, w którym zostałem ochrzczony. W tym czasie jeździłem też do Hajnówki na Festiwal Muzyki Cerkiewnej. A pierwsza Boska Liturgia w Cerkwi? Rok po odwiedzinach bielskiej szkoły ikonograficznej odważyłem się pójść na Liturgię do soboru Przemienienia Pańskiego w Lublinie. Nie pamiętam jakie to było nabożeństwo, ale dokładnie pamiętam, jak  wielkie wrażenie wywarła na mnie pierwsza prawosławna Jutrznia Wielkiej Soboty w której brałem udział. Byłem wstrząśnięty, pamiętam w cerkwi tylko czworo wiernych, duchowieństwo i  niesamowity blask wschodzącego słońca.  Dodam tylko, że w Kościele rzymskokatolickim to nabożeństwo (a dokładnie odpowiednik) nie jest sprawowane w każdej parafii, a może nawet w niewielu. No i oczywiście z nabożeństwem prawosławnym wspólną ma właściwie tylko nazwę. Dlaczego mówi Pan, że się „odważył”? Przede wszystkim chodziło o lęk przed nieznanym. Inną rzeczą jest coś oglądać z boku, a inną w tym uczestniczyć.  W dodatku, kiedy nie wiadomo dokładnie jak się zachować. Zacząłem odczuwać wówczas pewne rozdwojenie, które mi ciążyło. Nie do przyjęcia było dla mnie życie bez sakramentów, konkretnie bez Eucharystii, a w Kościele rzymskokatolickim do spowiedzi już nie mogłem pójść, bo moje wyznanie grzechów nie byłoby uczciwe w myśl nauki Kościoła. Czułem się poza tym Kościołem. Fakt apostazji nastąpił. Czułem, że czas się zdeklarować. Wróćmy do ks. Leoncjusza Tofiluka, jakie znaczenia miała ta osoba dla Pana?  Mogę szczerze powiedzieć, że był osobistym przewodnikiem duchowym w okresie przejściowym, ma on ogromne znaczenia na mojej drodze ku prawosławiu. O. Leoncjusz nigdy nie naciskał, nigdy nie przekonywał, nie prowadził prozelityzmu, nie zachęcał, ale też nie odradzał, a to też jest ważne. Pamiętam, jak powiedział, po którymś naszym spotkaniu i rozmowach: „Ty już myślisz jak prawosławny”– to był dla mnie znak. O. Leoncjusz był i nadal jest niezmiernie pomocny, jestem mu bardzo wdzięczny, podobnie jak duchownym z katedry lubelskiej, którzy nigdy nie pytali o motywację, w pełni  akceptując  moją sytuację. Dziękuję również bardzo serdecznie mniszkom z Grabarki, które cały czas się za mnie modlą, bez tego nie wiem, gdzie byłbym dziś. Kiedy przystąpił Pan do spowiedzi i Eucharystii w Cerkwi prawosławnej? W 2008 roku w Wielki Czwartek przystąpiłem do spowiedzi u o. Leoncjusza w Bielsku, a w Noc Paschalną przyjąłem Boskie Tajemnice w katedrze Przemienienia Pańskiego w Lublinie. Co jest dla Pana kwestią najważniejszą w nauczaniu Kościoła prawosławnego? Centralne miejsce zajmuje tzw. kerygmat zmartwychwstania Jezusa, który widoczny jest w całości nauczania: w teologii, liturgii oraz ikonografii, które stanowią jedną zgodną całość. W nauczaniu rzymskokatolickim na pierwszym planie jest Ofiara Krzyża, w prawosławiu- Chwała Zmartwychwstałego.   Otóż, w prawosławnych tekstach liturgicznych na każdym niemalże kroku spotykałem treści powtarzające tzw. formuły Zmartwychwstania, zapisane w listach św. Pawła, najstarszych pismach Nowego Testamentu. Są to przekazy tradycji, pochodzącej z okresu najwcześniejszego Kościoła, jeszcze przedpawłowego, to jest  kilka lat po śmierci Jezusa. Głoszą one śmierć, zmartwychwstanie i ukazanie się Zmartwychwstałego Chrystusa uczniom.  Kościół prawosławny głosi kerygmat zmartwychwstania na wzór pierwszego Kościoła. Jest więc, poprzez zgodność nauczania, bezpośrednim kontynuatorem Apostolskiego Kościoła. Co więcej, poprzez uczestnictwo w nabożeństwie Całonocnego Czuwania w momencie czytania jednego z 11 fragmentów Ewangelii mówiących o Zmartwychwstaniu i śpiew „Zobaczywszy zmartwychwstanie Chrystusa” my wierni stajemy się realnymi świadkami ukazania się Zmartwychwstałego, świadkami chrystofanii na wzór uczniów. Na tym polega według mnie owa „Wiara prawdziwa” prawosławia.  Jest Pan ojcem dwóch chłopców, którzy są ochrzczeni w Kościele rzymskokatolickim, poza tym cała Pana rodzina do tej konfesji należy. Jak podszedł Pan do kwestii wyznania dzieci? Jest to bardzo trudna kwestia dla mnie i mojej rodziny, która od pokoleń była rzymskokatolicka. Zdecydowałem o tym, że moi synowie przynajmniej do momentu przyjęcia sakramentu Bierzmowania pozostaną w Kościele, w którym zostali ochrzczeni, zresztą i ja byłem w nim ochrzczony. Zdecydowałem tak z troski o nich, chodzi tu o to, w jakim otoczeniu wzrastają i z jakiej rodziny ja się wywodzę. Ale jako ojciec zadbam o ich wychowanie religijne, wiedzę na temat Kościołów, świadomość istnienia różnych konfesji chrześcijańskich. W chwili obecnej przede wszystkim dbam o to by modlili się i kroczyli ku Bogu. Przekażę im wiedzę, którą ja sam zdobyłem, a co oni w wieku dojrzałym zrobią z tym, to będzie już zależało od nich. Wierzę, że na znalezienie relacji z Bogiem jest czas i że wszystko przed nimi. Wierzę też w Opatrzność Bożą. Opowiem o pewnej historii, która wydarzyła się na Grabarce, gdy zajechałem tam wraz z rodziną. Pamiętam, że było to lato, poranek dość pochmurny i chłodny. Wysiedliśmy z samochodu, trzymałem syna na rękach. I gdy weszliśmy na Górę, mój malutki syn zaczął się śmiać, takiego ataku śmiechu nigdy u niego nie widziałem przed tym, ani po tym wydarzeniu.  Jak zaczął nagle się śmiać, tak nagle skończył. Wierzę, że czynnik Woli Bożej jest decydujący.  Nigdy nie stałbym się prawosławnym chrześcijaninem, gdyby Bóg tak nie postanowił. Czy język starocerkiewnosłowiański nie był dla Pana przeszkodą w uczestnictwie w Liturgii? Nie, nigdy z tym nie miałem problemu, bo byłem dobrze przygotowany do nabożeństwa. Jeżeli chce się uczestniczyć w Liturgii, to trzeba ją rozumieć. Gdyby nie dostępność tłumaczeń tekstów cerkiewnych w języku polskim, prawdopodobnie nigdy bym nie przyswoił najważniejszych treści, a bez tego nie stałbym się prawosławnym chrześcijaninem. To zasługa wszystkich, którzy wykonali ogrom pracy translatorskiej.  Początkowo chodziłem z książką, z tłumaczeniem. Dziś jest trochę inaczej, zabieram ze sobą tłumaczenia na przykład Liturgii Wielkiego Tygodnia, bo są rzadko sprawowane i odmienne, podobnie, Wielkiego Kanonu Pokutnego św. Andrzeja z Krety. Trudnym elementem jest składnia scs, ale ja mam zamiłowanie do języków obcych, więc i z tym coraz lepiej sobie radzę. Dużym ułatwieniem było, że w parafii p.w. Przemienienia Pańskiego w Lublinie obowiązuje nowy styl, to zaoszczędziło mi zamieszania z przestawianiem kalendarza.