Chwała Bogu za wszystko – pielgrzymka śladami zniszczonych cerkwi w 1938 r.

Śladami zniszczonych w 1938 r. cerkwi ruszyli pielgrzymi z Lubelszczyzny. W dzień święta Opieki Matki Bożej (cs. Pokrowa) odwiedzili monaster w Turkowicach, cmentarze w Sahryniu, Łaskowie i Pienianach, podziwiali odbudowującą się świątynię w Dołhobyczowie. Pokrowa w Turkowicach Wczesnym rankiem z Lublina, wyjechała ok. 40 osobowa grupa pielgrzymów. Chłodny poranek przywitał nas w Chełmie, gdzie zatrzymaliśmy się, żeby zobaczyć pomnik poświęcony akcji burzenia cerkwi na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu w 1938 roku. Napis na pomniku: „Jeżeli ktoś niszczy świątynię Boga, tego i Bóg zniweczy, ponieważ jest ona święta” (l Kor 3, 17). Zabraliśmy naszych towarzyszy podróży z Chełma i ruszyliśmy do Turkowic. Tam czekały mniszki, które przywitały nas charakterystycznym śpiewem – tzw. jednogłosowym (ros. znamienny). Historia Turkowic rozpoczyna się w XIV w kiedy założono tutaj prawosławny monaster. Przetrwał on do poł. XVIII w., zaś w 1902 r. nastąpiła reaktywacja żeńskiego klasztoru. W 1929 roku rozebrano sobór, w którym wierni modlili się do Turkowickiej Ikony Bogurodzicy, pozostała cerkiewka na cmentarzu. Akcja „rewindykacyjno-polonizacyjna” 1938 roku nie ominęła Turkowic. Gdy oglądam się stare zdjęcia, trudno uwierzyć, że w tym miejscu stała piękna pięciokopułowa drewniana cerkiew. A cały plac zamykały murowane zabudowania klasztoru. – Wspomnijmy rok 1938, kiedy ręka chrześcijańska podniosła się na chrześciajńskie świątynie. Ta tregedia dosięgnęła Turkowic. Z naszych serc powinna popłynąć modlitwa dziękczynna, za to, że w 2008 roku zaczęła się odradzać tadycja monastyczna w Turkowicach. Tego nie można nazwać inaczej niż cudem na początku trzeciego tysiąclecia – zwrócił się do pielgrzymów ordynariusz diecezji lubelsko-chełmskiej abp Abel. Wysoka cerkiew, z połyskującą, złotą kopułą. Białe ściany na zewnątrz i wewnątrz, ręczniki (ukr. rucznyki), ręcznie wyszywane – dar pielgrzymów z Ukrainy, wiszą przy ikonach. A pod Turkowicką Ikoną Bogurodzicy pozostawione dwie kobiece chustki z kwiecistymi wzorami i zapiska. Po cerkwi krzątają się mniszki, pilnują porządku. Sprzedają świece, śpiewają w chórze. Na początku XX wieku w Turkowicach było ok. 80 mniszek, dziś są 4 i jedna nowicjuszka (cs. posłusznica). – Mamy za co dziękować, drodzy bracia i siostry – mówi abp Abel. Ostatnim razem w Turkowicach sprawowana była liturgia w latach czterdziestych. Dziś mamy 2008 rok i w tym miejscu znowu są wierni i powróciły tu mniszki. Został tylko pusty plac – śladem męczeństwa i zaginionych cerkwi Dalej ruszyliśmy śladami tragicznej śmierci Męczenników Chełmskich i Podlaskich. Łasków– na przeciwko domu mieszkalnego z posesji, którego spoglądali na nas domownicy, stoi pomnik upamiętniający prawosławną ludność tej miejscowości. „Wszystkim, którzy tu spoczywają od założenia wsi Łasków, aż do tragicznego dnia 10 III 1944 roku. Wieczna im pamięć!” Na małym cmentarzu na początku wsi – dokładnie nie wiadomo, w którym miejscu – spoczywają szczątki zamordowanego ks. Lwa Korobczuka. Z tablicy nagrobkowej spogląda postać młodego duchownego – z zaczesanymi do góry włosami i krzyżem na piersi. Został on zaliczony do grona świętych. „Święty kapłanie – Męczenniku Lwie módl się do Boga o nas” – odśpiewaliśmy wspólnie z duchowieństwem. Pieniany– pomiędzy dwoma podwórzami, jest pusta przestrzeń, a tam wielki drewniany krzyż z poprzeczką, wykonany na Ukrainie, przez Chołmaszczakiw (dawnych mieszkańców Chełmszczyzny i ich przodów, wysiedleni ze swojej ojczyzny, obecnie w większości mieszkają na Ukrainie). W tym miejscu prawosławni do lat trzydziestych modlili się w cekrwi pw. Matki Bożej Opiekuńczej. Dziś my pomodliliśmy się przed krzyżem. Na starym cmentarzu, nieopodal, na skarpie otoczonej drzewami, pozostały szczątki dawnych mieszkańców. Zastał nas już wieczór, ze świeczkami w ręku odśpiewalismy panichidę i Wiecznaja pamiat’ męczennikowi Mikołajowi (Borowikowi), pochowanemu, gdzieś na tej skarpie. Osobisty hołd bratu złożył Aleksander Borowik i jego syn. Pusty plac, pomiędzy domostwami, a na nim stare ławki i chaszcze. Złożyliśmy tam wieniec i zostawiliśmy zapaloną świeczkę, odśpiewaliśmy troparion Przemienienia Pańskiego. Jeszcze na początku 1938 roku stała w Kryłowie ogromna pięciokopułowa świątynia z dzwonnicą, pw. Przemienienia Pańskiego. Cały proces burzenia cerkwi jest pokazany na zdjęciach w książce Grzegorza Kuprianowicza „1938. Akcja burzenia cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu” (również na stronie www.cerkiew1938.pl). Widać jak zrywana jest blacha z dachu, podrywana do góry kopuła dzwonnicy i wysadzane sklepienie cerkwi, aż do momentu gdy zostają już tylko framugi okien bez szyb i jedna ściana boczna. Jest za co dziękować – powstająca z ruin świątynia – Mamy za co dziękować, drodzy bracia i siostry – przypominają się słowa władyki Abla, gdy podjeżdżamy pod plac budowy, na którym remontuje się cerkiew św. Symeona Słupnika, w Dołhobyczowie. Są pieniądze na renowacje, bardzo zniszczonego zabytku. Cerkiew powstała w latach 1902- 1903, zaprojektowana w stylu bizantyjskim, na planie krzyża greckiego. – W latach wojennych służyła jako skład nawozów, a ja tu pięcioro dzieci chrzciłam i moja siostra tutaj ślub brała – wspomina pani Maria z Szychowic i po cichu, swojej sąsiadce wylicza imiona tych dzieci. I dodaje po polsku, z akcentem ukraińskim: A ja kocham swoją wiarę i nigdy od niej nie odejdę. Organizatorami pielgrzymki byli: 1. Prawosławna Diecezja Lubelsko – Chełmska 2. Towarzystwo Ukraińskie w Lublinie Włodzimierz Babiarz: To barbarzyństwo było, ohyda….